- Wiesz co ? – odezwał się nieznajomy
pierwszy raz od naszego pierwszego spotkania. I to całkiem po polsku. Bez
akcentu, jakby był moim rodakiem. Zaszokowało mnie to. Odwróciłam się
gwałtownie w jego stronę na krześle. Siedział na łóżku. Miał chytry uśmieszek
na twarzy.
Co do jasnej cholery ? – pomyślałam.
- Jednego nie rozumiem – ciągną dalej szatyn.
Zachowywał się jak lis, który właśnie zapędził ofiarę w kozi róg. Tyle, że to
ja byłam tym razem ofiarą. A ja nie jestem ofiarą. – Dlaczego nikt nie
sprawdził czy nie mam broni ? – powiedziawszy to wyją z kieszeni pistolet,
jakby chciał jeszcze bardziej mnie pogrążyć.
O.
KURWA. – kompletnie o tym wczoraj nie pomyślałam. Miał rację. – Dlaczego tego wczoraj nie sprawdziłam ? - Szybko wstałam z krzesła i podeszłam do krat,
a chłopak wybuchnął śmiechem. Kiedy weszłam do ,,klatki,, spoważniał. Wstał,
upuścił pistolet i podszedł do mnie patrząc mi głęboko w oczy. Tak jak przy
pierwszym spotkaniu moje serce zaczęło mi walić jak oszalałe. ZNOWU. Jakie to
irytujące. – Co się ze mną do kurwy
nędzy?
- Przepraszam, nie chciałem być chamski. –
spojrzałam mu w oczy, były one pełne czegoś. Ale czego ? Skruchy ? Nie. Na
pewno udawał. Musiał udawać. Musiał.
Nie mogłam nic powiedzieć. Przykucnęłam i
podniosłam wcześniej upuszczony pistolet. Był jeszcze ciepły od dotyku jego
poprzedniego właściciela. Wstałam i zaczęłam się szybko ewakuować. Zamknęłam
drzwiczki i znów usiadłam przy biurku tyłem do chłopaka. Nie patrzałam na
niego, ale on musiał się odezwać :
- I co nic nie powiesz ? – spytał.
Pokręciłam tylko głową, bo bałam się, że
głos mi się załamie.
- Ej, co jest ? – nie dawał za wygraną, a ja
nadal byłam pod wrażeniem jego znajomości języka.
Wkurzyłam się jego głupim pytaniem.
- Kim ty do cholery jesteś, żeby się mnie pytać
o takie rzeczy ?! – zaczęłam na niego wrzeszczeć przy okazji wstając z krzesła
i stając przed klatką. Nieznajomy skulił się przed e mną w kącie. Bał się mnie.
I to jak. Było to widać. Wzięłam z biurka pistolet, który wcześniej tam
odłożyłam, załadowałam i wycelowałam w niego. – Kim ty jesteś ?! Pytam się !
- Ja ? – spytał łamiącym się głosem.
O ja
pierdole.
- Tak ty, a kto kurwa inny ?! – spytałam
ironicznie wciąż wrzeszcząc na chłopaka. – Widzisz tu kogoś innego ?!
- Jestem Justin.
Fajnie,
czyli chociaż wiem jak ma na imię. Bardzo, kurwa mać, przydatna informacja.
Parsknęłam niekontrolowanym śmiechem.
- Moje imię jest takie śmieszne czy jak ? –
spytał nie wiedząc o co chodzi, na co ja tylko pokręciłam głową cały czas się
śmiejąc.
- Jeszcze jakieś pytania ?
Spoważniałam.
Czyli
ma się rozumieć, że odpowiesz na wszystkie zgodnie z prawdą?
- Jak
tak się ich domagasz, to tak, mam kilka pytań – powiedziałam nadal celując w
szatyna.
- Na przykład … - naprowadził mnie.
- Na przykład : dlaczego wczoraj się tu
kręciłeś ? – spytałam go przysuwając sobie bliżej krzesło i siadając na nim.
Zaczęłam swoje przesłuchanie.
- Miałem patrol – odpowiedział obojętnie
wzruszając ramionami.
- Patrol mówisz … - zapamiętam sobie to. – A
dlaczego ciebie lub kogoś innego od ciebie nikt nie widział wcześniej ?
- Po pierwsze zaczęliśmy dopiero dwa dni
temu. Po drugie nie jest nas wielu.
- Nas ? Ilu ?
- Sześciu.
- Z tobą ?
- Tak.
Kurwa,
za wielu o sześciu.
- Gdzie macie swoją siedzibę?
- Nie daleko waszej.
Co ??
- Kto jest waszym dowódcą ?
- Mój ojciec.
Ojciec
powiadasz …
- Mogę ja Tobie teraz zadawać pytania? – jego
pytanie wyrwało mnie z zamyślenia.
Nie pokazując swoich sprzecznych emocji
pokiwałam głową.
- Dlaczego jesteś taka ?
Przestałam w niego celować i zmarszczyłam
brwi.
- Jaka ?
- Taka bezwzględna, bezlitosna i, wreszcie,
bezuczuciowa. Jedyne prawdziwe emocje widziałem u ciebie kiedy ci spojrzałem w
oczy i kiedy przytulałaś tego swojego
chłopaka – zaczął szybko nawijać.
- To nie jest mój chłopaka, a ciebie nie
powinno to interesować dlaczego taka jestem – podniosłam głos na Justina.
- Ale taka prawda! – pierwszy raz krzykną w
mojej obecności. Już się mnie nie bał. Dlaczego ? – Wiem, że coś się stało,
widzę to! Coś się stało co cię zniszczyło i tuszujesz to takim swoim
zachowaniem – ostatnie zdanie wypowiedział już spokojnie.
Skąd
on to wie ? – miał racje, śmierć moich bliskich coś we mnie zniszczyła.
Tyle, że to coś dawno znikło, a zastąpił to kamień - miękkie serce.
Wstrzymałam oddech.
- Widzisz? Znowu. Miałem racje, te twoje
zachowanie to tylko maska, jaką zakładasz. – znów miał rację. Odwróciłam głowę
w drugą stronę, by ukryć swoje zażenowanie w moich oczach. Próbowałam nie dać
po sobie poznać, że mnie przejrzał, ale się nie udało. Nie zauważyłam nawet, że
wstał z łóżka podszedł jak najbliżej mógł i położył mi dłoń na nodze, dając mi
do zrozumienia, e nie chciał mnie wprawić w taki stan. Jego dotyk rozpalił moją
skóra, która wręcz zaczęła eksplodować gorącem.
- Jeszcze raz przepraszam. Nie powinienem
takich rzeczy mówić – przeprosił.
Wstałam nie zwracając uwagi na jego rękę, po
której został tylko gorący ślad na moim udzie.
- Nie potrzebuje twojej litości – rzuciłam
beznamiętnie znowu przybierając odkrytą przez Justina maskę i zaczęłam chodzić w kółko po pokoju.
- I znowu. Dlaczego tak się zachowujesz.
Jesteś o wiele lepsza kiedy nie zachowujesz się jak idiotka.
Co.
Za. Palant.
Stanęłam jak wryta i odwróciłam się do niego
stojąc na drugiej stronie pomieszczenia.
- Za kogo ty się do cholery uważasz?!
- Za jedyną osobę która cię przejrzała do
kurwy nędzy! – wykrzyknął Justin.
- Ja pierdole! Ty jesteś chłopaku psychiczny!
Jak mogłeś mnie przejrzeć, jak znamy się dopiero od wczoraj i tak naprawdę
dopiero teraz rozmawiamy! – wrzeszczałam.
- Jeden dzień to wystarczająco długo, by się
na tobie poznać! – to powiedziawszy (czytaj: wykrzyknąwszy) jakimś cudem
otworzył drzwi od klatki i szybkim krokiem podszedł do mnie. Przykrył dłońmi
moje ramiona, a one, tak jak wcześniej moja noga, zapłonęły gorącem pod
dotykiem chłopaka. Spojrzałam mu w oczy i w nich utonęłam. Wreszcie zobaczyłam
jak on wygląda. Grzywka była trochę mniej puszysta niż wczoraj i oklapła mu
trochę, wory pod oczami i ten zapach potu. Zaczął powoli przesuwać ręce wzdłuż
mojej szyji, co wywołało u mnie w ciele fale gorąca. Zrozumiałam co to jest. To
było pożądanie. Lekko ujął moją twarz w obie dłonie, jakby się bał, że jeśli dotknie chociaż
trochę mocniej.
- Ten jeden dzień był wystarczająco długi by
cię poznać – powiedział ze stoickim spokojem. Jedna, mała, nieproszona łza
spłynęła po moim policzku, a za nią potoczyły się kolejne. Cała masa. To mi się
nie zdarzyło od kilku lat. Spływały one po całej twarzy i nie chciały przestać.
Policzki, usta, podbródek i szyja były mokre od płaczu. Zamknęłam oczy i
pokręciłam głową. Dałam się rozczulić jakiemuś chłopakowi.
- Ej, spójrz na mnie – poprosił.
Nie wiem dlaczego, ale to zrobiłam. Podniosłam wzrok na Justina. Jego brązowe
oczy wpatrywały się we mnie z uwielbieniem. Nachylił się. I to była tylko
chwila nie uwagi.......................................................................................................................................................................................................................................................................
Ej no, zawiodłam się brak komentarzy, a ponad 100 wyświetleń (za które chcę bardzo podziękować :D). Tak późne dodanie rozdziału to kara za okrągłe zero komentarzy.
Mam nadzieję, że spodobał się ten rozdział. Trochę emocjonalny.
CZYTASZ - KOMENTUJESZ