piątek, 29 sierpnia 2014

#3

  - Wiesz co ? – odezwał się nieznajomy pierwszy raz od naszego pierwszego spotkania. I to całkiem po polsku. Bez akcentu, jakby był moim rodakiem. Zaszokowało mnie to. Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę na krześle. Siedział na łóżku. Miał chytry uśmieszek na twarzy.
   Co do jasnej cholery ? – pomyślałam.
  - Jednego nie rozumiem – ciągną dalej szatyn. Zachowywał się jak lis, który właśnie zapędził ofiarę w kozi róg. Tyle, że to ja byłam tym razem ofiarą. A ja nie jestem ofiarą. – Dlaczego nikt nie sprawdził czy nie mam broni ? – powiedziawszy to wyją z kieszeni pistolet, jakby chciał jeszcze bardziej mnie pogrążyć.
   O. KURWA. – kompletnie o tym wczoraj nie pomyślałam. Miał rację. – Dlaczego tego wczoraj nie sprawdziłam ? -  Szybko wstałam z krzesła i podeszłam do krat, a chłopak wybuchnął śmiechem. Kiedy weszłam do ,,klatki,, spoważniał. Wstał, upuścił pistolet i podszedł do mnie patrząc mi głęboko w oczy. Tak jak przy pierwszym spotkaniu moje serce zaczęło mi walić jak oszalałe. ZNOWU. Jakie to irytujące. – Co się ze mną do kurwy nędzy?
  - Przepraszam, nie chciałem być chamski. – spojrzałam mu w oczy, były one pełne czegoś. Ale czego ? Skruchy ? Nie. Na pewno udawał. Musiał udawać. Musiał.
   Nie mogłam nic powiedzieć. Przykucnęłam i podniosłam wcześniej upuszczony pistolet. Był jeszcze ciepły od dotyku jego poprzedniego właściciela. Wstałam i zaczęłam się szybko ewakuować. Zamknęłam drzwiczki i znów usiadłam przy biurku tyłem do chłopaka. Nie patrzałam na niego, ale on musiał się odezwać :
  - I co nic nie powiesz ? – spytał.
   Pokręciłam tylko głową, bo bałam się, że głos mi się załamie.
  - Ej, co jest ? – nie dawał za wygraną, a ja nadal byłam pod wrażeniem jego znajomości języka.
   Wkurzyłam się jego głupim pytaniem.
  - Kim ty do cholery jesteś, żeby się mnie pytać o takie rzeczy ?! – zaczęłam na niego wrzeszczeć przy okazji wstając z krzesła i stając przed klatką. Nieznajomy skulił się przed e mną w kącie. Bał się mnie. I to jak. Było to widać. Wzięłam z biurka pistolet, który wcześniej tam odłożyłam, załadowałam i wycelowałam w niego. – Kim ty jesteś ?! Pytam się !
  - Ja ? – spytał łamiącym się głosem.
   O ja pierdole.
  - Tak ty, a kto kurwa inny ?! – spytałam ironicznie wciąż wrzeszcząc na chłopaka. – Widzisz tu kogoś innego ?!
  - Jestem Justin.
   Fajnie, czyli chociaż wiem jak ma na imię. Bardzo, kurwa mać, przydatna informacja.
  Parsknęłam niekontrolowanym śmiechem.
  - Moje imię jest takie śmieszne czy jak ? – spytał nie wiedząc o co chodzi, na co ja tylko pokręciłam głową cały czas się śmiejąc.
  - Jeszcze jakieś pytania ?
   Spoważniałam.
   Czyli ma się rozumieć, że odpowiesz na wszystkie zgodnie z prawdą?
   - Jak tak się ich domagasz, to tak, mam kilka pytań – powiedziałam nadal celując w szatyna.
  - Na przykład … - naprowadził mnie.
  - Na przykład : dlaczego wczoraj się tu kręciłeś ? – spytałam go przysuwając sobie bliżej krzesło i siadając na nim. Zaczęłam swoje przesłuchanie.
  - Miałem patrol – odpowiedział obojętnie wzruszając ramionami.
  - Patrol mówisz … - zapamiętam sobie to. – A dlaczego ciebie lub kogoś innego od ciebie nikt nie widział wcześniej ?
  - Po pierwsze zaczęliśmy dopiero dwa dni temu. Po drugie nie jest nas wielu.
  - Nas ? Ilu ?
  - Sześciu.
  - Z tobą ?
  - Tak.
   Kurwa, za wielu o sześciu.
  - Gdzie macie swoją siedzibę?
  - Nie daleko waszej.
   Co ??
  - Kto jest waszym dowódcą ?
  - Mój ojciec.
   Ojciec powiadasz …
  - Mogę ja Tobie teraz zadawać pytania? – jego pytanie wyrwało mnie z zamyślenia.
   Nie pokazując swoich sprzecznych emocji pokiwałam głową.
  - Dlaczego jesteś taka ?
   Przestałam w niego celować i zmarszczyłam brwi.
  - Jaka ?
  - Taka bezwzględna, bezlitosna i, wreszcie, bezuczuciowa. Jedyne prawdziwe emocje widziałem u ciebie kiedy ci spojrzałem w oczy i kiedy przytulałaś  tego swojego chłopaka – zaczął szybko nawijać.
  - To nie jest mój chłopaka, a ciebie nie powinno to interesować dlaczego taka jestem – podniosłam głos na Justina.
  - Ale taka prawda! – pierwszy raz krzykną w mojej obecności. Już się mnie nie bał. Dlaczego ? – Wiem, że coś się stało, widzę to! Coś się stało co cię zniszczyło i tuszujesz to takim swoim zachowaniem – ostatnie zdanie wypowiedział już spokojnie.
   Skąd on to wie ? – miał racje, śmierć moich bliskich coś we mnie zniszczyła. Tyle, że to coś dawno znikło, a zastąpił to kamień  - miękkie serce.
   Wstrzymałam oddech.
  - Widzisz? Znowu. Miałem racje, te twoje zachowanie to tylko maska, jaką zakładasz. – znów miał rację. Odwróciłam głowę w drugą stronę, by ukryć swoje zażenowanie w moich oczach. Próbowałam nie dać po sobie poznać, że mnie przejrzał, ale się nie udało. Nie zauważyłam nawet, że wstał z łóżka podszedł jak najbliżej mógł i położył mi dłoń na nodze, dając mi do zrozumienia, e nie chciał mnie wprawić w taki stan. Jego dotyk rozpalił moją skóra, która wręcz zaczęła eksplodować gorącem.
  - Jeszcze raz przepraszam. Nie powinienem takich rzeczy mówić – przeprosił.
  Wstałam nie zwracając uwagi na jego rękę, po której został tylko gorący ślad na moim udzie.
  - Nie potrzebuje twojej litości – rzuciłam beznamiętnie znowu przybierając odkrytą przez Justina maskę i  zaczęłam chodzić w kółko po pokoju.
  - I znowu. Dlaczego tak się zachowujesz. Jesteś o wiele lepsza kiedy nie zachowujesz się jak idiotka.
   Co. Za. Palant.
   Stanęłam jak wryta i odwróciłam się do niego stojąc na drugiej stronie pomieszczenia.
  - Za kogo ty się do cholery uważasz?!
  - Za jedyną osobę która cię przejrzała do kurwy nędzy! – wykrzyknął Justin.
  - Ja pierdole! Ty jesteś chłopaku psychiczny! Jak mogłeś mnie przejrzeć, jak znamy się dopiero od wczoraj i tak naprawdę dopiero teraz rozmawiamy! – wrzeszczałam.
  - Jeden dzień to wystarczająco długo, by się na tobie poznać! – to powiedziawszy (czytaj: wykrzyknąwszy) jakimś cudem otworzył drzwi od klatki i szybkim krokiem podszedł do mnie. Przykrył dłońmi moje ramiona, a one, tak jak wcześniej moja noga, zapłonęły gorącem pod dotykiem chłopaka. Spojrzałam mu w oczy i w nich utonęłam. Wreszcie zobaczyłam jak on wygląda. Grzywka była trochę mniej puszysta niż wczoraj i oklapła mu trochę, wory pod oczami i ten zapach potu. Zaczął powoli przesuwać ręce wzdłuż mojej szyji, co wywołało u mnie w ciele fale gorąca. Zrozumiałam co to jest. To było pożądanie. Lekko ujął moją twarz w obie dłonie,  jakby się bał, że jeśli dotknie chociaż trochę mocniej.
  - Ten jeden dzień był wystarczająco długi by cię poznać – powiedział ze stoickim spokojem. Jedna, mała, nieproszona łza spłynęła po moim policzku, a za nią potoczyły się kolejne. Cała masa. To mi się nie zdarzyło od kilku lat. Spływały one po całej twarzy i nie chciały przestać. Policzki, usta, podbródek i szyja były mokre od płaczu. Zamknęłam oczy i pokręciłam głową. Dałam się rozczulić jakiemuś chłopakowi.
  - Ej, spójrz na mnie – poprosił. Nie wiem dlaczego, ale to zrobiłam. Podniosłam wzrok na Justina. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie z uwielbieniem. Nachylił się. I to była tylko chwila nie uwagi...

....................................................................................................................................................................................................................................................................

Ej no, zawiodłam się brak komentarzy, a ponad 100 wyświetleń (za które chcę bardzo podziękować :D). Tak późne dodanie rozdziału to kara za okrągłe zero komentarzy.
 Mam nadzieję, że spodobał się ten rozdział. Trochę emocjonalny. 

CZYTASZ - KOMENTUJESZ

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

#2


Oczami Moniki
   Krzysiek wyciągnął się z uśmiechem na moim wąskim łóżku w mojej sypialni.
  - Nie za wygodnie Panu ? – spytałam lekko unosząc kąciki moich ust.
  - Nie wiem jak tobie, ale mi tak – wyszczerzył się jeszcze bardziej.
   Pokręciłam tylko głową i poszłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic, umyłam zęby i wyszłam z łazienki w swoich ulubionych czarnych bokserkach i koszulce do spania.
   Blondyn zrobił dla mnie miejsce na łóżku. Weszłam pod kołdrę położyłam głowę na jego ramieniu, objęłam jego klatkę piersiową i  przymknęłam oczy. Już byłam na granicy snu kiedy Krzysiek się odezwał.
  - Nie sadzisz, że ten chłopak ma jakąś znajomą twarz ?
   Spojrzałam na niego, ale on nie patrzył na mnie, wpatrywał się w sufit. W sumie to miał racje, nieznajomy miał dziwnie znajomą twarz (wiem pokręcone). Kojarzyłam ją, ale nie mam pojęcia skąd.
  - Dziwne. – przytaknęłam.
  - Śpij – nakazał. – Byłaś zmęczona.
   Pokiwałam głową i odpadłam w głęboki sen.

Oczami Krzyśka
   Upewniłem się, że Monika śpi, jej oddech się wyrównał. Zacząłem powoli głaskać ja po policzku tak by się nie zbudziła. Kochałem ją, nie tylko jako przyjaciółkę, to było coś więcej. Kochałem ją jeszcze przed pięcioma laty. Kochałem ja jeszcze jak chodziła z tym Szymonem i kiedy go straciła. Smutna historia. Rosjanie zabili go zaraz po najeździe na Polskę. Na jej oczach ! I nie tylko jego. Jej najlepszą przyjaciółkę, dzięki której go poznała, także, tyle, że tego akurat nie widziała. A potem, gdy w ten sam dzień wróciła do domu zastała tam zamordowanych swoich rodziców i psa. Byłem wtedy z nią, rzuciła mi się na szyję. Kiedy już opanowała atak płaczu zebraliśmy szybko jej rzeczy, zabraliśmy jej kota, któremu jakoś udało się schować na czas rozróby w domu. Zebraliśmy rzeczy także jej braci, starszego – Roberta i młodszego – Michała. Poszliśmy po Michała do szkolnego schronu w którym schowała się ta część szkoły, która nie uciekła w popłochu do domu, czyli ta starsza, czyli  szóste klasy i gimnazjum. Monika zadzwoniła po Roberta i mieliśmy się spotkać w piwnicach, w których teraz mieszkamy. Mieliśmy się tam spotkać z nim i niektórymi dorosłymi (i tak było). Następnie poszliśmy do mojego pustego domu i zabraliśmy moje rzeczy. Ojca oczywiście nie było. Nie odezwałem się do niego, nie nawiedziłem go. I dalej nienawidzę. A moja matka ? Haha. Brak słów. Zostawiła mnie i poszła pracować do agencji towarzyskiej kiedy miałem pięć lat.
   Pamiętam pierwsze pól roku pobytu w piwnicach. Pamiętam jak dziś. Monika prawie bez przerwy płakała. A ja cały czas pocieszałem trzynastoletnią dziewczynę z pryszczami, przetłuszczonymi włosami i czerwonymi oczami pełnymi łez każdego wieczora. Ale mimo wszystko i tak ja kochałem. Potem się zaczęła ogarniać. Pracować nad sobą. Kolejne pół roku później wszyscy zaczęliśmy treningi. I z każdym miesiącem zaczynała robić się bardziej atrakcyjna.
   A teraz trzymam w ramionach śliczną dziewczynę o perfekcyjnej, wysportowanej figurze, kruczoczarnych włosach (zwykle związanych w luźny warkocz) małym nosie, wąskich, małych ustach i przepięknych ciemnobrązowych, teraz zamkniętych, oczach.
  - Kocham cię – szepnąłem w jej włosy. – I zawsze będę cię kochać.
  Osiemnastolatka poruszyła się niespokojnie w moich Ramonach. Przez chwilę bałem się, że się obudzi. Na całe szczęście nic się takiego nie stało. Uspokoiłem się.
   Przymknąłem oczy. Jedyne co zapamiętałem przed zaśnięciem to, to że chciałbym, żeby ta okropna wojna się skończyła i że chciałbym odważyć się powiedzieć Monice jak bardzo ją kocham.

Oczami Moniki
   Gdy się zbudziłam zobaczyłam znajome oczka wpatrzone we mnie. Uśmiechnęłam się.
  - O obudziła się Śpiąca Królewna ! – zażartował Krzysiek.
  - Spałeś u mnie ? Jak ty mogłeś ! – trzepnęłam go żartobliwie w ramie. – I jeszcze się nie myłeś ! Fuu ! Śmierdzisz ! – zaczęłam rechotać jak głupia.
  - No właśnie – zaczął wstawać z mojego łóżka. Ubrał buty na siedząco i wstał. – Jak śmierdzę to idę do swojej sypialni, przebiorę się i umyję.
   Pokiwałam głową i wyszedł z pokoju. Weszłam do łazienki i zrobiłam poranną toaletę. Ubrałam czarne Air Force, szare rurki i jakąś czarną bluzkę. Już właśnie miałam wychodzić gdy w drzwiach wpadłam na Maćka.
  - Hej! Wiesz zrobiliśmy zebranie trochę wcześniej, oczywiście Krzysiek wszystko wie, i postanowiliśmy, że w nagrodę, że złapałaś typa, do póki nie przyjadą z misji Starsi nie masz patroli i pilnujesz gościa! To jak ?! Zgodzisz się ?! No weź się zgódź ! – zaczął nawijać tak szybko, że ledwo go zrozumiałam.
  - Okej, okej. Tylko się tak nie ekscytuj. Możesz przejąć moje patrole – powiedziałam to tylko po to by dał mi spokój, wiedząc o co mu chodzi.
   Weszłam do więzienia z gazetą wcześniej zabraną od e mnie z pokoju, usiadłam na krześle, położyłam nogi na biurku i zaczęłam czytać, nie zaszczycając szatyna spojrzeniem. Po chwili usłyszałam coś co mnie zaszokowało.

............................................................................................................................................................

Oto drugi rozdział. Mam nadzeję, że się podoba. Wiem możecie myśleć, że to nie jest FF, ale tak jest. Okaże się to w trzecim rozdziale. I chciałam was o coś po prosić, jeżeli ktoś to czyta to proszę skomętuj to. Chcem wiedzieć, czy mam dalej pisać. Z góry dzięki.

niedziela, 24 sierpnia 2014

#1


   Kolejna pusta przecznica. I kolejna. I jeszcze następna. Sceneria jak zawsze ta sama. Nigdzie nie ma ludzi, a moje kroki podczas mojego patrolu słychać wyraźnie na całej ulicy.
   Rozglądałam się czujnie  po ciemnej okolicy gdy nagle, dosłownie kilka metrów przede mną przebiegł jakiś chłopak. Nawet mnie nie zauważył, a ja widziałam tylko jego plecy. Od tyłu nie za wiele widziałam. Miał osiemnaście, może dziewiętnaście lat. Ubrany był w standardowe wojskowe spodnie moro i czarną koszulką oraz czarne glany. Jego strój łudząco przypominał mój. Jego kasztanowo brązowe włosy były pewnie długo układane, żeby uzyskać tak misterny efekt grzywki zaczesanej do góry. Był wysoki i smukły, ale i umięśniony, chociaż nie do przesady. Dopiero po chwili zrozumiałam, że zmierza w kierunku mojej bazy. Ruszyłam za nim o drodze wyciągając nóż z kieszeni.
   Widocznie nie wiedział dokładnie gdzie jest moja siedziba, bo skręcił w zaułek zamiast iść cały czas prosto i skręcić do klatki 21 w bloku koło szkoły podstawowej numer 19 i wejść do piwnic. Tak wiem piwnice nie są zbyt higieniczne, ale moje miejsce pobytu przez te ostatnie pięć lat zostało tak wyremontowane i wyrobione, że można by je uznać za najlepsze mieszkanie w budynku.
   Chłopak staną w miejscu i zaczął się rozglądać w około. Czyli jednak zrozumiał, że pomylił drogę. Szybko i cicho wyszłam z ukrycia i podbiegłam do niego. Cały czas stał do mnie plecami. Szybkim i wytrenowanym ruchem złapałam go za nadgarstek lewej ręki, wykręciłam go i przyłożyłam do pleców jak jakaś groźna policjantka, a nie zwykła dziewczyna, która patroluje ulice podczas tego całego zamieszania, które dzieje się wokół niej. Nóż  podetknęłam mu pod gardło tępą stroną. Wydał z siebie zduszony okrzyk. Był naprawdę wystraszony. Wygiął się do tyłu, bo byłam od niego niższa. Zatoczyliśmy się do tyłu i polecieliśmy na ziemię. Runął się na mnie całym swoim ciężarem. Padłam na plecy. Nóż wypadł mi z reki i poturlał się po betonie. Zepchnęłam go z siebie, przeturlał się na plecy. Usiadłam na jego umięśnionym brzuchu. Złapałam jego obie ręce i przypięłam do ziemi. Mój długi ciemny warkocz opadł mu na twarz. Wyswobodził się z mojego uścisku, złapał mnie za ramiona, zepchnął z siebie i zrobił to samo co ja jemu (bez siadania na brzuch).
   Spojrzał mi prosto w oczy. Twarz mu złagodniała gdy to zrobił, jakby mój widok dawał mu przyjemność. W końcu zobaczyłam jego twarz. Miał śliczne brązowe oczy, kształtna szczękę, prosty nos, i wąskie usta. Uśmiechnął się. Ach te dołeczki. Był bardzo przystojny. I patrzył się na mnie tak, że aż zabrało mi dech w piersi. Rozpłynęłam się pod nim, urzeczona jego spojrzeniem. Serce zaczęło mi bić o wiele szybciej. Przestałam się szamotać. Myślałam, że to nie możliwe, ale jeszcze szybciej zabiło mi serce. Pochylił się nad e mną, przymrużył oczy i rozchylił lekko wargi. Rozluźnił uścisk, a ja próbowałam okiełznać moje serce, które dawno zagalopowało się w nieznane.
   Zrozumiałam, że zamierza mnie pocałować. Otrzeźwiałam. Wykorzystałam chwile nie uwagi chłopaka, zaczęłam powoli wyswobadzać prawą dłoń z jego uścisku. Już wolną ręką wyjęłam z kieszeni pistolet. Bez chwili namysłu przyłożyłam mu go do skroni i załadowałam. Zrobił wielkie oczy.
  - A teraz mnie posłuchaj – powiedziałam po rosyjsku. Przez kilka lat tej potwornej wojny miałam czas by nauczyć się podstaw rosyjskiego, niemieckiego, hiszpańskiego i łaciny, plus polepszyć swój angielski.    – Po pierwsze złaź ze mnie. – szybko wypełnił i stanął w bezpiecznej od e mnie odległości moje polecenie. Nie, nie polecenie, raczej rozkaz. – Po drugie – wstałam - idziesz ze mną i masz się mnie słuchać inaczej strzelę. I pamiętaj żadnych fałszywych kroków.
   Był trochę zdziwiony, że znam jego język, ale pokiwał głową i ruszył przed e mną bez szemrania.
   Ja tymczasem zastanawiałam się kim on może być, czego chcieć i dlaczego tak reagowałam na niego.

***

   Pchnęłam ciężkie żelazne drzwi do piwnicy. Nieznajomy szedł przed e mną, a ja dreptałam za nim cały czas celując mu w głowę. Zeszliśmy po schodkach i znaleźliśmy się w holu. Ruszyłam na lewo do naszego prywatnego więzienia. Minęłam kilka sypiali ludzi z mojej drużyny, i weszłam do pomieszczenia. Nie było jakoś tak przesadnie małe, ale za duże tez nie było. Prowadziły do niego dwie pary drzwi, w jednym rodu stała szafa narożna. Pod oknem stało łóżko, a naprzeciwko niego był mały zlew. Cały tamten obszar i jego niewielkie okolice zostały odgrodzone od reszty pokoju kratami jak w prawdziwym więzieniu. Koło krat stało biurko.
   Już miałam kogoś wołać żeby mi pomógł, gdy w drzwiach pojawił się ON. Ubrany w swoje ukochane ciemnogranatowe glany, czarne skórzane spodnie i czarną koszulką z białym napisem ,, Republikanie głosują na Voldemorta „. Blond włosy ostrzyżone prawie na łyso - tak jak zawsze. Twarzy nawet nie opisuje, był po prostu przystojny. Jego zawsze obojętna mina wyrażała teraz zdumienie.
  - Widzę kochana, że coś upolowałaś – powiedział z uśmiechem Krzysiek.
  - Kręcił się koło bazy -  ruszyłam szybko z wyjaśnieniami. – Zrobiłbyś z nim coś czy mamy tak sterczeć ? – jedną ręką wskazałam  na interesującego nieznajomego drugą biorąc się pod jeden bok. Wiem to było trochę chamskie, ale on wiedział, że mimo mojej poważnej miny ja żartuje.
  - Oczywiście. – odparł szybko.
   Złapał chłopaka za łokieć i dosłownie wywlekł go do celi. Zatrzasnął drzwi z krat. Podszedł do mnie i objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Zaczął powoli głaskać moje plecy.
  - Stęskniłem się za tobą – Szepnął w moje włosy. Był od e mnie o prawie głowę wyższy. Wtuliłam się w jego pierś, wdychając jego znajomy zapach. Dom. Był jedną z niewielu bliskich mi osób od prawie pięciu lat. Szczerze mówiąc był najbliższą mi osobą, nie było wielu rówieśników w moim wieku, nie mówiąc już o tym, że było mało dziewczyn. Więc zamiast mieć najlepszą przyjaciółkę miałam najlepszego przyjaciela i to dłużej niż pięć nieszczęsnych lat. Kiedy byliśmy młodsi wieczorami często pomagał mi okiełznać napady płaczu, nie byłam typem Ryczka ale to wszystko mnie przerastało. Kiedy byłam już starsza i już  nie ryczałam jak bóbr, czyli po jakimś roku, nasza drużyna zaczęła ostre treningi, żeby kiedyś tak jak teraz walczyć. Ja i Krzysiek trenowaliśmy jeszcze ostrzej, dzięki czemu staliśmy się niepokonani i teraz jesteśmy przywódcami naszej grupy. Treningi pomagały mi nie tylko fizycznie, ale i psychicznie. Mogłam zapomnieć o wszystkim. Stałam się najlepsza, nawet lepsza od niektórych dorosłych. Wszyscy starsi podziwiali mój talent i chwalili mnie, ale ja obojętnie je przyjmowałam. Wiedziałam, że prawdziwa wojowniczka nie spoczywa na laurach. Byłam silna i jeśli chodzi o wrogów obojętna. Niestety nigdy nikogo nie złapałam, aż do dzisiaj.
  - Ja też – odparłam.
   Po chwili zrozumiałam, że nieznajomy się na nas gapi i że może sobie coś pomyśleć. Dlaczego ja nie chciałam, żeby coś sobie pomyślał ?
   Gdy zaczęłam się odsuwać Krzysiek zrobił zmieszaną minę, na chłopaka nawet nie patrzałam.
  - Hej, co jest kotku ? – zapytał. Tak, zawsze zwracał się do mnie per kotku, kochana itp. i, tak to jest normalne ( chyba ).
  - Nic – skłamałam. – Po prostu jestem zmęczona i jeszcze na dodatek jest późno.
  - Okej. Choć odprowadzę cię do pokoju.
   Objął mnie ramieniem i ruszyliśmy bez słowa w stronę mojej sypialni. Nieznajomego ani ja, ani on nie zaszczycił spojrzeniem. Po drodze spotkaliśmy Maćka, jednego z najlepszych kumpli Krzyśka. Ja tez go lubiłam, był nawet fajny i zabawny, ale jak to delikatnie ująć nie za przystojny. Krzysiek poinstruował go by zajął się przez noc chłopakiem, a jutro rano na zebraniu pomyślimy co z nim zrobimy.

......................................................................................................................................................................................

I tak prezentuje się pierwszy rozdział, mam nadzieję, że sie podoba. Następne rozdziały będę dodawać co jakieś dwa dni. :D

piątek, 22 sierpnia 2014

Prolog

,,Wszystko się zmienia,
to nie znaczy, że na lepsze.
Trzeba sprawić, by było lepiej.
Nie można tylko gadać
i mieć nadzieję,
że samo się poprawi."
-dr.House

Myślisz, że twoje życie jest do dupy ?
Serio?

Chcesz wiedzieć jak ja miałam ?
To było straszne, nie umiem opisać tego w tak nie wielu słowach.
Można mówić o jednym a i tak zaraz
trzeba dodać inny wątek.
Pozbieranie się po tym zajęło mi trzy lata.
Straszne, co ?
Przez ten czas zajęłam się sobą.
Ostro trenowałam.
Dzięki temu stałam się
niepokonana.
Stałam się odporna na wszystkie uczucia.
Wyłączyłam litość, wspóczucie czy żal,
a zastąpiłam je chęcią zemsty, gniewem i wściekłością.
Nie odczuwałam bólu czy strachu.
Byłam maszyną do zabijania.
Teraz pilnuje ludzi.
Widzę każdy ich ruch.
Pomagam im.
Tak jak wielu innych.
.......................................................................................................



   Mam nadzieje, że wstęp sie spodobał i nikt sie nie obrazi jak dodam pierwszy rordział jutro wieczorem :)