piątek, 29 sierpnia 2014

#3

  - Wiesz co ? – odezwał się nieznajomy pierwszy raz od naszego pierwszego spotkania. I to całkiem po polsku. Bez akcentu, jakby był moim rodakiem. Zaszokowało mnie to. Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę na krześle. Siedział na łóżku. Miał chytry uśmieszek na twarzy.
   Co do jasnej cholery ? – pomyślałam.
  - Jednego nie rozumiem – ciągną dalej szatyn. Zachowywał się jak lis, który właśnie zapędził ofiarę w kozi róg. Tyle, że to ja byłam tym razem ofiarą. A ja nie jestem ofiarą. – Dlaczego nikt nie sprawdził czy nie mam broni ? – powiedziawszy to wyją z kieszeni pistolet, jakby chciał jeszcze bardziej mnie pogrążyć.
   O. KURWA. – kompletnie o tym wczoraj nie pomyślałam. Miał rację. – Dlaczego tego wczoraj nie sprawdziłam ? -  Szybko wstałam z krzesła i podeszłam do krat, a chłopak wybuchnął śmiechem. Kiedy weszłam do ,,klatki,, spoważniał. Wstał, upuścił pistolet i podszedł do mnie patrząc mi głęboko w oczy. Tak jak przy pierwszym spotkaniu moje serce zaczęło mi walić jak oszalałe. ZNOWU. Jakie to irytujące. – Co się ze mną do kurwy nędzy?
  - Przepraszam, nie chciałem być chamski. – spojrzałam mu w oczy, były one pełne czegoś. Ale czego ? Skruchy ? Nie. Na pewno udawał. Musiał udawać. Musiał.
   Nie mogłam nic powiedzieć. Przykucnęłam i podniosłam wcześniej upuszczony pistolet. Był jeszcze ciepły od dotyku jego poprzedniego właściciela. Wstałam i zaczęłam się szybko ewakuować. Zamknęłam drzwiczki i znów usiadłam przy biurku tyłem do chłopaka. Nie patrzałam na niego, ale on musiał się odezwać :
  - I co nic nie powiesz ? – spytał.
   Pokręciłam tylko głową, bo bałam się, że głos mi się załamie.
  - Ej, co jest ? – nie dawał za wygraną, a ja nadal byłam pod wrażeniem jego znajomości języka.
   Wkurzyłam się jego głupim pytaniem.
  - Kim ty do cholery jesteś, żeby się mnie pytać o takie rzeczy ?! – zaczęłam na niego wrzeszczeć przy okazji wstając z krzesła i stając przed klatką. Nieznajomy skulił się przed e mną w kącie. Bał się mnie. I to jak. Było to widać. Wzięłam z biurka pistolet, który wcześniej tam odłożyłam, załadowałam i wycelowałam w niego. – Kim ty jesteś ?! Pytam się !
  - Ja ? – spytał łamiącym się głosem.
   O ja pierdole.
  - Tak ty, a kto kurwa inny ?! – spytałam ironicznie wciąż wrzeszcząc na chłopaka. – Widzisz tu kogoś innego ?!
  - Jestem Justin.
   Fajnie, czyli chociaż wiem jak ma na imię. Bardzo, kurwa mać, przydatna informacja.
  Parsknęłam niekontrolowanym śmiechem.
  - Moje imię jest takie śmieszne czy jak ? – spytał nie wiedząc o co chodzi, na co ja tylko pokręciłam głową cały czas się śmiejąc.
  - Jeszcze jakieś pytania ?
   Spoważniałam.
   Czyli ma się rozumieć, że odpowiesz na wszystkie zgodnie z prawdą?
   - Jak tak się ich domagasz, to tak, mam kilka pytań – powiedziałam nadal celując w szatyna.
  - Na przykład … - naprowadził mnie.
  - Na przykład : dlaczego wczoraj się tu kręciłeś ? – spytałam go przysuwając sobie bliżej krzesło i siadając na nim. Zaczęłam swoje przesłuchanie.
  - Miałem patrol – odpowiedział obojętnie wzruszając ramionami.
  - Patrol mówisz … - zapamiętam sobie to. – A dlaczego ciebie lub kogoś innego od ciebie nikt nie widział wcześniej ?
  - Po pierwsze zaczęliśmy dopiero dwa dni temu. Po drugie nie jest nas wielu.
  - Nas ? Ilu ?
  - Sześciu.
  - Z tobą ?
  - Tak.
   Kurwa, za wielu o sześciu.
  - Gdzie macie swoją siedzibę?
  - Nie daleko waszej.
   Co ??
  - Kto jest waszym dowódcą ?
  - Mój ojciec.
   Ojciec powiadasz …
  - Mogę ja Tobie teraz zadawać pytania? – jego pytanie wyrwało mnie z zamyślenia.
   Nie pokazując swoich sprzecznych emocji pokiwałam głową.
  - Dlaczego jesteś taka ?
   Przestałam w niego celować i zmarszczyłam brwi.
  - Jaka ?
  - Taka bezwzględna, bezlitosna i, wreszcie, bezuczuciowa. Jedyne prawdziwe emocje widziałem u ciebie kiedy ci spojrzałem w oczy i kiedy przytulałaś  tego swojego chłopaka – zaczął szybko nawijać.
  - To nie jest mój chłopaka, a ciebie nie powinno to interesować dlaczego taka jestem – podniosłam głos na Justina.
  - Ale taka prawda! – pierwszy raz krzykną w mojej obecności. Już się mnie nie bał. Dlaczego ? – Wiem, że coś się stało, widzę to! Coś się stało co cię zniszczyło i tuszujesz to takim swoim zachowaniem – ostatnie zdanie wypowiedział już spokojnie.
   Skąd on to wie ? – miał racje, śmierć moich bliskich coś we mnie zniszczyła. Tyle, że to coś dawno znikło, a zastąpił to kamień  - miękkie serce.
   Wstrzymałam oddech.
  - Widzisz? Znowu. Miałem racje, te twoje zachowanie to tylko maska, jaką zakładasz. – znów miał rację. Odwróciłam głowę w drugą stronę, by ukryć swoje zażenowanie w moich oczach. Próbowałam nie dać po sobie poznać, że mnie przejrzał, ale się nie udało. Nie zauważyłam nawet, że wstał z łóżka podszedł jak najbliżej mógł i położył mi dłoń na nodze, dając mi do zrozumienia, e nie chciał mnie wprawić w taki stan. Jego dotyk rozpalił moją skóra, która wręcz zaczęła eksplodować gorącem.
  - Jeszcze raz przepraszam. Nie powinienem takich rzeczy mówić – przeprosił.
  Wstałam nie zwracając uwagi na jego rękę, po której został tylko gorący ślad na moim udzie.
  - Nie potrzebuje twojej litości – rzuciłam beznamiętnie znowu przybierając odkrytą przez Justina maskę i  zaczęłam chodzić w kółko po pokoju.
  - I znowu. Dlaczego tak się zachowujesz. Jesteś o wiele lepsza kiedy nie zachowujesz się jak idiotka.
   Co. Za. Palant.
   Stanęłam jak wryta i odwróciłam się do niego stojąc na drugiej stronie pomieszczenia.
  - Za kogo ty się do cholery uważasz?!
  - Za jedyną osobę która cię przejrzała do kurwy nędzy! – wykrzyknął Justin.
  - Ja pierdole! Ty jesteś chłopaku psychiczny! Jak mogłeś mnie przejrzeć, jak znamy się dopiero od wczoraj i tak naprawdę dopiero teraz rozmawiamy! – wrzeszczałam.
  - Jeden dzień to wystarczająco długo, by się na tobie poznać! – to powiedziawszy (czytaj: wykrzyknąwszy) jakimś cudem otworzył drzwi od klatki i szybkim krokiem podszedł do mnie. Przykrył dłońmi moje ramiona, a one, tak jak wcześniej moja noga, zapłonęły gorącem pod dotykiem chłopaka. Spojrzałam mu w oczy i w nich utonęłam. Wreszcie zobaczyłam jak on wygląda. Grzywka była trochę mniej puszysta niż wczoraj i oklapła mu trochę, wory pod oczami i ten zapach potu. Zaczął powoli przesuwać ręce wzdłuż mojej szyji, co wywołało u mnie w ciele fale gorąca. Zrozumiałam co to jest. To było pożądanie. Lekko ujął moją twarz w obie dłonie,  jakby się bał, że jeśli dotknie chociaż trochę mocniej.
  - Ten jeden dzień był wystarczająco długi by cię poznać – powiedział ze stoickim spokojem. Jedna, mała, nieproszona łza spłynęła po moim policzku, a za nią potoczyły się kolejne. Cała masa. To mi się nie zdarzyło od kilku lat. Spływały one po całej twarzy i nie chciały przestać. Policzki, usta, podbródek i szyja były mokre od płaczu. Zamknęłam oczy i pokręciłam głową. Dałam się rozczulić jakiemuś chłopakowi.
  - Ej, spójrz na mnie – poprosił. Nie wiem dlaczego, ale to zrobiłam. Podniosłam wzrok na Justina. Jego brązowe oczy wpatrywały się we mnie z uwielbieniem. Nachylił się. I to była tylko chwila nie uwagi...

....................................................................................................................................................................................................................................................................

Ej no, zawiodłam się brak komentarzy, a ponad 100 wyświetleń (za które chcę bardzo podziękować :D). Tak późne dodanie rozdziału to kara za okrągłe zero komentarzy.
 Mam nadzieję, że spodobał się ten rozdział. Trochę emocjonalny. 

CZYTASZ - KOMENTUJESZ

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz